Strona Główna » Wywiady z Agnieszką Kosińską » Uczyłam się tego człowieka. Z Agnieszką Kosińską rozmawia Elżbieta Wojnarowska

Uczyłam się tego człowieka. Z Agnieszką Kosińską rozmawia Elżbieta Wojnarowska

Była Pani przy Miłoszu przez 8 ostatnich lat jego życia, towarzyszyła mu Pani w najintymniejszych chwilach, w jego umieraniu. Niezwykłe jest to, że ten człowiek pozwolił być Pani przy sobie do końca. Musiał bardzo cenić sobie Pani osobę, bo gdyby nie potrzebował właśnie Pani obecności, wymieniłby Panią na inną sekretarkę, na kogokolwiek innego. Skoro postanowił, że to Pani będzie przy nim, to coś znaczy.

I to jest właśnie punkt, który mnie bardzo interesuje w tak zwanym „życiu i całej reszcieˮ. Czy są przy nas ludzie wybrani, mniej czy bardziej świadomie, czy wręcz przypadkowi? Czy w ważnych dla nas chwilach są przy nas osoby, których obecności chcemy? Na pewno przy pisaniu tej książki walczyłam z taką pokusą, że oto ja jestem dla Miłosza ważna.

To jest silna pokusa i ta pokusa każe potem przybierać różne maski: „ostatniej osobistej sekretarkiˮ, „osoby, która była najbliżejˮ, a więc musiała być dla niego „ważnaˮ, na pewno był do niej „przywiązanyˮ. Niby, są ku temu powody, żeby tak myśleć, ale takie myślenie właśnie zaciemnia obraz człowieka, którego się chce opisać sprawiedliwie. Takie myślenie powoduje, że zaczynamy się układać z tą maską.

Zaczynamy opisywać obcego człowieka, tak żeby pasowało to nam, a właściwie naszej masce, roli, która nam odpowiada. Kiedy zrobiłam bibliografię druków zwartych (czyli książek) Czesława Miłosza, a zajęło mi to trzy lata i nie jest to długo, kiedy zrobiłam kalendarium jego życia i dzieła; po tych wszystkich pracach mogę powiedzieć, że wiem dokładnie, co Miłosz robił w każdym miesiącu swego życia, jakimi otaczał się ludźmi, jak i nad czym pracował, z kim pracował. I mogę powiedzieć tak: otaczał go rój osób, ludzi bliskich i dalekich, on ich przyciągał albo odpychał, był dla nich jakimś wzorem, lub był antywzorem, mogli z nim być albo nie mogli z nim być. Ja chcę powiedzieć tylko tyle, że może Miłosz nie miał za bardzo wyboru. Znalazł się w takim punkcie życia, to znaczy u jego kresu. Polemizowałabym z opinią, że on mnie jakoś szczególnie wybrał.

Dlaczego więc została Pani tam przez tyle lat ?

Dlaczego ? [śmiech]. Bo człowiek nie wie, że to będzie tyle lat. Żenimy się z kimś, czasem to nie jest ani nasza kobieta, ani nasz mężczyzna. Zostajemy z nim, z nią do końca życia, ale czy to znaczy, że jesteśmy dla nich ważni ? Nie wiem. Właśnie temu chciałam się przyjrzeć w tej książce, ale najbardziej chciałam zrobić coś w rodzaju sprawozdania z życia. Jeśli w mojej książce jest przeżycie, jest napięcie, jeśli państwo tak to czują, to świetnie. W życiu Miłosza było wiele sekretarek, mnóstwo bardzo ważnych dla niego osób, były żony, ukochane kobiety, które nie zostały żonami, były kochanki. Wszyscy oni defilują w mojej wyobraźni, a ja im się przyglądam, opisuję ich w akcji, przywołuję słowa i reakcje Miłosza. Powstają prace naukowe na temat kobiet w życiu i twórczości noblisty. Już kilka razy odmówiłam bycia ich bohaterką, bo uważam to za niestosowne. Ale inni tak nie uważają. Drodzy badacze, proszę opisywać żonę Janinę, filozofkę Jeanne Hersch, tłumaczki Jane Zielonko i Marylę Reifenberg oraz inne panie, o których mówi moja książka. Tak, byłam blisko, ale jakoś inaczej. O tym też jest „Miłosz w Krakowieˮ. Jeśli jednak umiemy sobie poradzić, z tą potrzebą bycia ważnym w życiu kogoś ważnego, z całym tym szumem informacyjnym, to potem wychodzi właśnie taki potwór, jak „Miłosz w Krakowie”. Jedni zarzucają mi, że ta książka, choć bardzo autentyczna, jest bardzo chłodna, inni, że za gorąca, jeszcze inni, że jak mogłam. Myślę, że będzie tyle opinii, ilu czytelników. Natomiast ja dbałam bardzo o warsztat pracy: wszystkie fakty sprawdziłam, wszystkie dialogi oglądałam w świetle źródeł, studiowałam życie i dzieło Miłosza przez wiele wiele lat. Chciałam też, by w tej książce wypiętrzała się hierarchia pisarzy, to znaczy, kto z nich był dla Miłosza ważny i dlaczego. I jak to się przejawiało na  co dzień w domu Miłoszów. Być może dzięki temu inaczej np. spojrzymy na zmitologizowaną już relację Miłosz-Herbert. Może dlatego też, z powodu mojego zamiaru opisu pewnego fenomenu, ta książka jest w jakimś sensie naga, a nawet okrutna.